Tak więc ja, jako najmądrzejsza wśród dzieci mych rodziców stałam się chwilowym panem i władcą domu przy Stamford Street. Zrobiłam Naomi kanapki, Isabelle płatki z mlekiem a sobie i Josh'owi kawę z mlekiem. Była prawie piąta rano, a cała nasza czwórka z powrotem zasnęła.
Obudził nas piękny, delikatny głos mamy. Kazała ona mi i Naomi iść się ubierać. Ja jednak z niewyspania, i ogólnie braku chęci pójścia do szkoły skłamałam, że odwołali nam pierwszą lekcję, dzięki czemu mogłam położyć się jeszcze na kilka minut. Niestety, zapłaciłam za to przejażdżką autobusem, zamiast cieplutkim, wygodnym samochodem mamy.
Dotarłam w sam raz na drugą przerwę.Już od wejścia zwróciłam uwagę na nieprzerwane krzyki i ogólny zgiełk na korytarzu. Od razu nasunęło mi się na myśl "Witamy w twojej szarej rzeczywistości". Na głównym korytarzu minęłam między innymi Chelsea, Ashley, Brit, Hazzę i jeszcze kilka innych osób. Weszłam niechętnie na piętro. Moje niewsypanie i związane z nim złe samopoczucie odeszło w niepamięć, gdy tylko na horyzoncie pojawiła się Mojo i Alex. Od razu rzuciłam im się na szyję i razem z nimi podeszłam do reszty paczki. Uściskałam jeszcze Cher, Marthę i Roxy i rzuciłam przelotne "Hej" w stronę Williama :D To byłoby dziwne się do niego przytulać. Za to gdy tylko spostrzegłam Louisa od razu rzuciłam mu się na szyję. To był mój przyjaciel, a przyjaciołom wolno się przytulać i wprowadzać w błąd całą szkołę. Na końcu podeszłam do Kate.
-No nareszcie.-rzuciła mi na powitanie Kate.
-Zaspałam.-odpowiedziałam, po czym po chwili usłyszałyśmy najmniej pożądany dźwięk - dzwonek szkolny.
Udałyśmy się na lekcję, jaką była fizyka. Kolejny raz, razem z Kate zrobiłyśmy z pana Black idiotę,którym prawdę mówiąc, od zawsze był. Dziwił mnie tylko fakt, że miał mokre włosy. No cóż, może na skutek naszych prześladowań w jego kierunku spocił się biedaczek ? Możliwe, bardzo możliwe..
Przerwa minęła bez zbędnych rewelacji. Pomijając oczywiście fakt, że moje z natury brzydkie nogi zostały posiniaczone, przez co stały się jeszcze brzydsze niż wcześniej. Ale dobra, nie pierwszy to raz i nie ostatni.
Kolejną lekcją była biologia. Oczywiście, Jazmine-Miszcz zgarnęła trzy (tak, Panie i Panowie) trzy szóstki xd Reszta lekcji minęła na bezsensownym opisywaniu procesu trawienia białek, cukrów i tłuszczy. Wrrr -.-'
Zaraz po lekcji biologii nadszedł czas na język angielski. Jako że nasza pani jest artystyczną duszą poetki (na taką też wygląda) oglądaliśmy dzisiaj Romea i Julię, czyli dramat wszechczasów. Nikogo nie zaciekawił film, co zresztą było do przewidzenia, za to każdy znalazł sobie jakieś twórcze zajęcie. Ja z Kate grałyśmy w Fruit Ninja na moim telefonie. Zauważyłam jednak, że moja jakże nienormalna przyjaciółka - Katherine odbiega myślami od gry i mierzy wzrokiem Nate'a, zacieszającego do telefonu. Postanowiłam przelustrować wzrokiem wszystkie ofiary losu znajdujące się w moim otoczeniu. W końcu zauważyłam osobę, o dokładnie takim samym zajęciu co Nate. A mianowicie Mojo. Czemu tych dwoje jeszcze nie jest razem ?
W końcu z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek, przerywając innym katusze związane z oglądaniem Romea i Julii.
Na przerwie zastałam jeden z najboleśniejszych dla mnie widoków. Dwie, cholernie ważne dla mnie osoby siedzące na ławeczce i bezkarnie rozmawiające o czymś, pewnie cholernie dla nich ważnym. I nie mówię tu o Mojo i Nacie. Mam na myśli Alex i Zayna. Jednak,no trudno. Widocznie to ja mam być forever alone.
Po angielskim przyszedł czas na matematykę, na której nic się nie działo. Znaczy.. chyba nic. Nie wiem, nie słuchałam.
Nareszcie przyszedł czas ostatniej już dzisiaj lekcji, czyli WF'u. Ta, tu mogłabym się rozpisać. Przez połowę pobytu w szatni miałam okazję patrzeć na tyłek Chels. Wierzcie mi, takie to płaskie..nieciekawy widok.Po przebraniu się zaczęliśmy rozgrzewkę do piramid gimnastycznych. Oczywiście, Chels nie oszczędziła nam wypinania dupska, więc zmuszone byłyśmy ponownie oglądać jej dwa naleśniki w miejscu, gdzie powinny być potocznie zwane pośladki.
Po jakże męczącym dniu w końcu mogłam wrócić do domu. W drzwiach naszego malutkiego azylu minęłam Josh'a, który właśnie wybierał się na uczelnię. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi usłyszałam pisk, który nasilał się co sekundę. Okazało się, że jest to oczywiście Isabelle udająca hamujący samolot i biegnąca w moją stronę. Od razu rzuciłam torbę w kąt i złapałam szkraba, okręcając ją kilka razy w górze.
-Teraz ty ją bierzesz.-przywitała mnie Naomi.
-Tak, też się cieszę, że cię widzę, siostrzyczko. Ale dobra, zmykaj do siebie.
Zaraz potem Naomi rzuciła mi się na szyję dziękując sto razy na sekundę. Ja tylko uśmiechnęłam się i zajęłam się Isabelle. Nie byłam z nią długo sama, bo może pół godziny później wrócił z pracy tata,a zaraz po tacie do domu wbiegła zdyszana mama, trzymająca w rękach pełno toreb z zakupami spożywczymi.
Udałam się do swojego pokoju, odrobiłam lekcję.. Wieczór minął przeciętnie. Zaraz po wieczorze nastąpiła noc, kończąca ten jakże zabiegany dzień.
Macie rozdział pierwszy z perspektywy Jazmin. Ten rozdział jest w pełni zadedykowany Mati, która jako pierwsza skomentowała jakikolwiek post. Mam nadzieję, że dwuczęściowa budowa rozdziału będzie łatwa do zrozumienia :> Jeszcze taka sprawa, pisałam to już w komentarzu, teraz tutaj. Wiek chłopców z 1D został zmieniony na potrzeby opowiadania, nie grają oni koncertów ani nie są sławni. Są zwykłymi licealistami. Tak więc mam nadzieję, że się podoba, zachęcam do komentowania i życzę dobrej nocy. Autorka <3 xoxo
-No nareszcie.-rzuciła mi na powitanie Kate.
-Zaspałam.-odpowiedziałam, po czym po chwili usłyszałyśmy najmniej pożądany dźwięk - dzwonek szkolny.
Udałyśmy się na lekcję, jaką była fizyka. Kolejny raz, razem z Kate zrobiłyśmy z pana Black idiotę,którym prawdę mówiąc, od zawsze był. Dziwił mnie tylko fakt, że miał mokre włosy. No cóż, może na skutek naszych prześladowań w jego kierunku spocił się biedaczek ? Możliwe, bardzo możliwe..
Przerwa minęła bez zbędnych rewelacji. Pomijając oczywiście fakt, że moje z natury brzydkie nogi zostały posiniaczone, przez co stały się jeszcze brzydsze niż wcześniej. Ale dobra, nie pierwszy to raz i nie ostatni.
Kolejną lekcją była biologia. Oczywiście, Jazmine-Miszcz zgarnęła trzy (tak, Panie i Panowie) trzy szóstki xd Reszta lekcji minęła na bezsensownym opisywaniu procesu trawienia białek, cukrów i tłuszczy. Wrrr -.-'
Zaraz po lekcji biologii nadszedł czas na język angielski. Jako że nasza pani jest artystyczną duszą poetki (na taką też wygląda) oglądaliśmy dzisiaj Romea i Julię, czyli dramat wszechczasów. Nikogo nie zaciekawił film, co zresztą było do przewidzenia, za to każdy znalazł sobie jakieś twórcze zajęcie. Ja z Kate grałyśmy w Fruit Ninja na moim telefonie. Zauważyłam jednak, że moja jakże nienormalna przyjaciółka - Katherine odbiega myślami od gry i mierzy wzrokiem Nate'a, zacieszającego do telefonu. Postanowiłam przelustrować wzrokiem wszystkie ofiary losu znajdujące się w moim otoczeniu. W końcu zauważyłam osobę, o dokładnie takim samym zajęciu co Nate. A mianowicie Mojo. Czemu tych dwoje jeszcze nie jest razem ?
W końcu z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek, przerywając innym katusze związane z oglądaniem Romea i Julii.
Na przerwie zastałam jeden z najboleśniejszych dla mnie widoków. Dwie, cholernie ważne dla mnie osoby siedzące na ławeczce i bezkarnie rozmawiające o czymś, pewnie cholernie dla nich ważnym. I nie mówię tu o Mojo i Nacie. Mam na myśli Alex i Zayna. Jednak,no trudno. Widocznie to ja mam być forever alone.
Po angielskim przyszedł czas na matematykę, na której nic się nie działo. Znaczy.. chyba nic. Nie wiem, nie słuchałam.
Nareszcie przyszedł czas ostatniej już dzisiaj lekcji, czyli WF'u. Ta, tu mogłabym się rozpisać. Przez połowę pobytu w szatni miałam okazję patrzeć na tyłek Chels. Wierzcie mi, takie to płaskie..nieciekawy widok.Po przebraniu się zaczęliśmy rozgrzewkę do piramid gimnastycznych. Oczywiście, Chels nie oszczędziła nam wypinania dupska, więc zmuszone byłyśmy ponownie oglądać jej dwa naleśniki w miejscu, gdzie powinny być potocznie zwane pośladki.
Po jakże męczącym dniu w końcu mogłam wrócić do domu. W drzwiach naszego malutkiego azylu minęłam Josh'a, który właśnie wybierał się na uczelnię. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi usłyszałam pisk, który nasilał się co sekundę. Okazało się, że jest to oczywiście Isabelle udająca hamujący samolot i biegnąca w moją stronę. Od razu rzuciłam torbę w kąt i złapałam szkraba, okręcając ją kilka razy w górze.
-Teraz ty ją bierzesz.-przywitała mnie Naomi.
-Tak, też się cieszę, że cię widzę, siostrzyczko. Ale dobra, zmykaj do siebie.
Zaraz potem Naomi rzuciła mi się na szyję dziękując sto razy na sekundę. Ja tylko uśmiechnęłam się i zajęłam się Isabelle. Nie byłam z nią długo sama, bo może pół godziny później wrócił z pracy tata,a zaraz po tacie do domu wbiegła zdyszana mama, trzymająca w rękach pełno toreb z zakupami spożywczymi.
Udałam się do swojego pokoju, odrobiłam lekcję.. Wieczór minął przeciętnie. Zaraz po wieczorze nastąpiła noc, kończąca ten jakże zabiegany dzień.
Macie rozdział pierwszy z perspektywy Jazmin. Ten rozdział jest w pełni zadedykowany Mati, która jako pierwsza skomentowała jakikolwiek post. Mam nadzieję, że dwuczęściowa budowa rozdziału będzie łatwa do zrozumienia :> Jeszcze taka sprawa, pisałam to już w komentarzu, teraz tutaj. Wiek chłopców z 1D został zmieniony na potrzeby opowiadania, nie grają oni koncertów ani nie są sławni. Są zwykłymi licealistami. Tak więc mam nadzieję, że się podoba, zachęcam do komentowania i życzę dobrej nocy. Autorka <3 xoxo


















