- Obudziłaś mnie... – burknął pod nosem myśląc, że wzbudzi we mnie poczucie winy.
- O nie! Teraz już na pewno nie spóźnisz się na lekcje biedaku... – wyraz jego twarzy wskazywał na to, że ma teraz ochotę się na mnie rzucić i wydłubać mi oczy – Ja też cię kocham!
Po tych słowach poszłam do pokoju, aby skonsumować mój jogurt. Jakieś pół godziny później byłam już w samochodzie, minusem podwożenia mnie do szkoły przez mamę jest jedynie to, że muszę czekać pół godziny na lekcje. Zazwyczaj nudzę się przez ten cały czas, jednak nie zawsze, ponieważ Harry też czasem przyjeżdża szybciej, ale z nieznanych mi powodów. Tym razem go nie było, więc miałam jeden wielki zastój. Po pewnym czasie ogarnęłam, że jest już dosyć późno i wszyscy pewnie czekają na górze. Gdy weszłam na piętro czekał na mnie komitet powitalny złożony z Alex, Cher, Marthy, Mojo, Roxi, no i oczywiście Willa. Zostawiłam swoje rzeczy w szafce i ruszyłam na religie. Jak zwykle panował totalny luz, niepokoiła mnie jedynie jedna rzecz... gdzie jest Jazz... Nie pojawiła się na pierwszej lekcji i już myślałam że nie będzie jej też na drugiej, ale na przerwie zaszczyciła nas swoją obecnością. Była to fizyka z naszym „wspaniałym” panem Back. Jest on tępy jak ostry nóż. Jak zwykle przynudza i chodzi w kółko po sali ze sztucznym uśmiechem. Na dodatek dziś z niewyjaśnionych powodów miał mokre włosy, co nie było raczej zbyt normalne. Podczas gdy ja i Jazz śmiałyśmy się z jego fryzury on nie zwracał na nas najmniejszej uwagi. Okazało się, że na tej lekcji musimy napisać jakąś zaległą kartkówkę. Jak zwykle pisałyśmy „zespołowo” czego ten idiota także nie zauważył... Po fizyce rozpoczęła się rzeź. Chłopacy z naszej szkoły mają ostatnio nowe hobby, czyli strzelanie do dziewczyn z papierowych pocisków. Co prawda nie wiem dlaczego to daje im tyle szczęścia, ale wolę nie wnikać w szczegóły. W ciągu dwudziestu minut dostałam w nogę kilka razy, podobnie jak reszta dziewczyn. Po tej dość bolesnej przerwie nastała biologia... hura... jedynym plusem tej lekcji było to, że pani zapomniała o zaplanowanej kartkówce i wszystkim się upiekło ;D. Póki co nie działo się nic ciekawego, ale na angielskim się ożywiliśmy. Mieliśmy oglądać „Romea i Julię”, ale nie tylko nasza klasa... Pół szkoły zeszło się do jednej sali. Ja i Jazz siedziałyśmy z boku i przez cały czas grałyśmy na jej telefonie. Gdy spojrzałam na Trish, zauważyłam, że cały czas coś pisze na telefonie, co dziwne Nate robił to samo... Mogę się założyć, że ze sobą pisali. Chyba wszyscy z naszej szkoły wiedzą już, że od kilku miesięcy, a może nawet i lat, Mojo i Nate są w sobie zakochani, ale oni nic z tym nie robią... Podejrzewam, że boją się odrzucenia... W sumie to nawet trochę ich rozumiem, ale przecież widać, że są sobie przeznaczeni. W tej chwili zorientowałam się, że patrzę na Nate’a rozmarzonymi oczami, co mogło trochę dziwnie wyglądać, ale na szczęście nikt nie zauważył... I ona i on co chwilę śmiali się pod nosem. Tak słodko razem wyglądają...
Chyba nikt tak na prawdę nie oglądał tego filmu, szczególnie, że praktycznie nic nie było słychać. Na przykład Simon cały czas robił coś ze swoim telefonem, a Niall użerał się z gałązką jakiejś roślinki, która zwisała mu nad głową.
Wreszcie nadszedł koniec lekcji, wszyscy wylegli na korytarz. Przez następne kilka przerw, Niall, Oliver i Liam cały czas mi coś zabierali. Nialler i Olly uwzięli się na moją gumkę do włosów, a Liam na mój piórnik. Na dodatek od biegania za nimi po całej szkole zaczęła mnie strasznie boleć noga, więc do końca lekcji cały czas kulałam... miło... Byłam wręcz pewna, że wyczerpali już mój dzienny limit cierpliwości. Przez ten cały czas zastanawiało mnie tylko jedno... moje uczucia do Nialla. Byłam w nim zakochana praktycznie od podstawówki, przez pewien czas nawet on był we mnie. Niestety potem do naszej szkoły przyszła nowa dziewczyna – Dominique. Od tamtego czasu Jest zainteresowany wyłącznie nią i mimo że zdążyłam się już do tego przyzwyczaić, nadal mnie to boli... Na wf-ie robiliśmy piramidy gimnastyczne ( co według mnie jest bezsensowne i głupie ), oczywiście w naszej grupie było więcej śmiechu niż pracy. Na dodatek przez całe 45 minut byłyśmy zmuszone oglądać jak Chelsea wypina swój tyłek... W szatni było jeszcze gorzej, ponieważ Britney zasmrodziła całe pomieszczenie dezodorantem z Hannah Montana i nie można było tam oddychać. Wróciłam do domy zmęczona i głodna, niestety nie mogłam odpocząć, ponieważ czekał tam na mnie młodszy brat domagający się posiłku...
No więc mamy pierwszy rozdział! ( jedną z wersji ;D) Co myślicie? Wiem, że przynudzam, ale dopiero się rozkręcam...
Doszło nam kilku nowych bohaterów:
Britney – w skrócie tempa jak parapet
Charlotte (Cher) – kumpela
Martha – kumpela
Roxanne (Roxi) – znów kumpela (jak one mają dużo przyjaciół...)
Dominique (Domi) – Kumpela niektórych dziewczyn (np. Kate troche mniej)
Simon – kumpel między innymi Willa, ale także innych
Oliver (Olly) – Zarywał praktycznie do każdej z bohaterek
No więc to by było na tyle, wiem że troche dużo, ale nie musicie wszystkich pamiętać 
Pozdrawiam
autorka







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz